Powyższa reklama Pepsi powstała z myślą o Mistrzostwach Świata 2002 w Korei Południowej i Japonii (to już 9 lat temu...). Na boisku treningowym wielkie gwiazdy światowego futbolu, m.in. Roberto Carlos, Manuel Rui Costa, David Beckham, Raul, czy Juan Sebastian Veron. Po drugiej stronie wielcy i masywni zawodnicy sumo, którzy o dziwo poruszają się po murawie z wielką gracją i lekkością (pełen realizm...).
Swoją drogą tutaj gra oczywiście toczy się o Pepsi, ale niedawna mała sprzeczka dwóch kolegów z "naszego" boiska przypomniała mi, że my (a przecież nie tylko my) od dziecka gramy o "złote kalesony". To sformułowanie padało już od najmłodszych lat, ale dopiero teraz zacząłem zastanawiać się nad jego genezą. Internetowe słowniki podają: "złote kalesony - elitarna nagroda przyznawana najbardziej zaangażowanym w lokalne rozgrywki sportowe". Jak zwał tak zwał, wkrótce pewnie znowu z pełnym zaangażowaniem zagramy z chłopakami o złote kalesony.
Meksykanin Javier Hernandez znany jest powszechnie w swoim kraju jako "Chicharito", zresztą jak widać na zdjęciu ten pseudonim widnieje również na jego koszulce Manchesteru United. "Chicharito", czyli "Mały Groszek" ze względu na zieloną barwę oczu, a także po ojcu, którego nazywano "Dużym Grochem". Patrząc na twarz i styl gry Hernandeza osobiście pozwalam sobie nazywać go również "Baby face killer" - "Morderca o twarzy dziecka". W latach 90-tych ubiegłego wieku taki przydomek nosił inny napastnik "Czerwonych Diabłów", Norweg Ole Gunnar Solskjaer. W obu przypadkach miła i jednak dość niepozorna twarz, a w grze ofensywnej często zabójczy dla swoich rywali.
Javier Hernandez już w pierwszym sezonie gry w Premier League stał się postrachem tamtejszych obrońców. Z 13 golami był drugim strzelcem swojej drużyny (pierwszy Berbatow z 20, trzeci Rooney z 11), kolejne 4 trafienia dołożył w Lidze Mistrzów. Jest bardzo szybki, zwinny i znakomity technicznie, ale co istotne mimo niewielkiego wzrostu i wagi (ok. 170 cm i 65 kg), "Chicharito" bardzo dobrze radzi sobie również w twardej, męskiej i przecież nierzadko też zwyczajnie "brudnej" walce w polu karnym. Kilka bramek w sezonie zdobył po strzałach głową, udowadniając, że już dziś jest niezwykle wszechstronny.
W minionym sezonie Hernandez zdobył z Manchesterem United mistrzostwo Anglii oraz zagrał w finale Ligi Mistrzów. Ukoronowaniem znakomitego roku był czerwcowy występ w Pucharze CONCACAF, gdzie triumfował wraz z reprezentacją Meksyku. Ponadto z 7 golami został królem strzelców tej imprezy, a po zwycięskim finale wybrano go Najbardziej Wartościowym Graczem Turnieju.
Po miesięcznym blogowym urlopie postanowiłem nieco nadrobić zaległości. "Piłkarz sezonu" już dawno wybrany, więc teraz czas na "Jedenastkę najlepszych", a zaraz potem "Największe odkrycie" ostatnich miesięcy.
Oto moja "Jedenastka sezonu" 2010/2011:
C. Ronaldo Messi
Pedro Nani
R. Meireles Iniesta
Hummels Pique Vidić Alves
Van der Sar
Edwin van der Sar (Manchester United) - Świetny sezon chyba najbardziej doświadczonego bramkarza na świecie. Pewny i solidny niemal w każdym swoim spotkaniu. 40-letni Holender zakończył piłkarską karierę po finale Ligi Mistrzów (Barcelona – Man. Utd. 3-1).
Gerard Pique (FC Barcelona) - Zagrał w aż 62 spotkaniach tego sezonu, co pokazuje, że zarówno w Barcelonie, jak i reprezentacji Hiszpanii obecnie jest po prostu niezastąpiony. Łącznie 4 gole i 2 asysty. Przez swój głośny związek złośliwie nazywany Gerard "Shakira" Pique, ale dzięki boiskowym dokonaniom również "Piquenbauer", oczywiście w odniesieniu do legendarnego już libero reprezentacji Niemiec, Franza Beckenbauera.
Nemanja Vidić (Manchester United) - Wszystko o tym Panu napisałem już w niedawnym tekście "V jak Vidić". Genialny obrońca, w zasadzie na tej pozycji zawodnik kompletny. Bez niego "Czerwone Diabły" w tym sezonie ani nie zdobyłyby mistrzostwa Anglii, ani nie zagrały w finale Ligi Mistrzów.
Dani Alves (FC Barcelona) - Brazylijczyk to prawdziwy skarb w ofensywie - 4 gole i aż 20 asyst ! Motor napędowy wielu akcji "Katalończyków". Zdetronizował na tej pozycji swojego rodaka Maicona z Interu Mediolan.
Mats Hummels (Borussia Dortmund) - Środkowy obrońca, ale nieco na siłę umieściłem go tutaj na lewej obronie. Lider defensywy tegorocznego mistrza Niemiec, Borussii Dortmund, która w lidze straciła zaledwie 22 gole w 34 meczach.
Andres Iniesta (FC Barcelona) - W tym sezonie trochę lepszy od swojego boiskowego "bliźniaka" Xavi'ego. Łącznie 12 goli i tyle samo asyst, ale przede wszystkim niezliczona ilość pięknych, czasem wręcz cudownych podań i dryblingów. Co istotne Iniesta poprawił również swój odbiór piłki w środku pola.
Raul Meireles (FC Liverpool) - Można powiedzieć "tylko" 8 goli i 6 asyst, "tylko", bo Meireles błyszczał w tym sezonie pełnym blaskiem. Był wszędobylski - bronił, rozgrywał, podawał i strzelał. Wybrany przez kibiców najlepszym zawodnikiem sezonu ligi angielskiej.
Nani (Manchester United) - 13 goli i aż 17 asyst nie oddaje w pełni jego wartości dla zespołu. Zawodnik, który przez większość sezonu liderował ofensywie "Czerwonych Diabłów". Swoim bardzo szybkim i urozmaiconym dryblingiem potrafi wręcz "wkręcić obrońcę w murawę". Pewien minus, to słabsza postawa w Lidze Mistrzów.
Pedro (FC Barcelona) - Jeszcze rok temu wybierałem go "Największym odkryciem sezonu", dziś to już brzydko mówiąc piłkarz "pełną gębą". Aż 23 gole (w tym ten w finale LM) i 10 asyst. Zawodnik bardzo szybki, błyskotliwy i niezwykle skuteczny.
Lionel Messi (FC Barcelona) - Najlepiej po prostu odesłać do poniższego tekstu "Piłkarz sezonu".
Cristiano Ronaldo (Real Madryt) - Również i tutaj powołam się na końcowy fragment wpisu "Piłkarz sezonu" - 56 goli i 16 asyst w całym sezonie robi piorunujące wrażenie, a co istotne strzelając 40 bramek w hiszpańskiej La Liga pobił dotychczasowy rekord wszech czasów, należący do legendarnego Hugo Sancheza (38 goli).
W takim razie wszystko już jasne... najlepszą drużyną klubową w Europie została FC Barcelona, która w finale Ligi Mistrzów w pięknym stylu pokonała Manchester United. Jak pisałem niedawno dla mnie było to również decydujące starcie w walce o tytuł "Piłkarza sezonu". Starcie pomiędzy Lionelem Messi'm z Barcelony, a Nemanją Vidić'em z Manchesteru United. Finał LM, podobnie zresztą jak cały sezon, pokazał, kto jest obecnie futbolowym królem w Europie (a i zapewne na świecie). Messi grał świetnie, zdobył decydującego gola na 2-1 i postawił w tym sezonie przysłowiową kropkę nad i. Drużynowo został mistrzem Hiszpanii i zdobywcą Pucharu Europy. Indywidualnie - z 12 golami zdecydowanie wygrał klasyfikację najlepszych strzelców Ligi Mistrzów (dalej Eto'o i Gomez po 8 trafień), dodając jeszcze do tego trzy asysty. We wszystkich rozgrywkach w całym sezonie zaliczył razem - 51 bramek i aż 22 kluczowe podania, po których padały bramki kolegów. Powtórzę się - Geniusz, Fenomen, "Messiasz", Kosmita - wybór określeń dowolny. Dokładnie jak na jego koszulce - Respect !
Na drugim miejscu znalazł się u mnie wspomniany już Serb, Nemanja Vidić. "Pudło" uzupełnia równie niesamowity Cristiano Ronaldo. 56 goli i 16 asyst w całym sezonie robi piorunujące wrażenie, a co istotne strzelając 40 bramek w hiszpańskiej La Liga pobił dotychczasowy rekord wszech czasów, należący do legendarnego Hugo Sancheza.
Za kilka dni "Jedenastka sezonu", Zapraszam.
Już ostatnio pisałem, że walka o tytuł "Piłkarza sezonu" rozegra się u mnie pomiędzy Lionelem Messi'm z Barcelony, a Nemanją Vidić'em z Manchesteru United. Chciałoby się powiedzieć, obaj Panowie rozegrają to między sobą już 28 maja podczas finału Ligi Mistrzów. Na trzecim miejscu podium na pewno znajdzie się gwiazdor Realu Madryt, Cristiano Ronaldo. Ale to tegorocznemu numerowi cztery (tak przypadkowo w nawiązaniu do obecnego niedawno w kinach filmu "Jestem numerem cztery") chciałbym poświęcić ten wpis. Andres Iniesta - mistrz świata, mistrz Europy, triumfator Ligi Mistrzów, pięciokrotny mistrz Hiszpanii, plus wiele innych krajowych i zagranicznych trofeów. Ale Iniesta to przede wszystkim boiskowy król gracji, lekkości, inteligencji, czy jak pisałem już w tekście o wielkim "Zizou" - po prostu piłkarskiej sztuki. Z obecnie grających piłkarzy nie ma takiego, który dorównywałby mu wirtuozerią. Nazywany "Białą twarzą" Hiszpan efektywność gry łączy z niesamowitym piłkarskim pięknem. Jest jednym z tych zawodników, na których kibice uwielbiają patrzeć. Zatem patrzmy dalej... osobiście po prostu kocham to robić, bo jest naprawdę wielkim boiskowym artystą.
niedziela, 12 lutego 2012
Licznik odwiedzin: 72 302
Sport - Informacje, ciekawostki, biografie.

Mariusz
Pasjonat i Kibic

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:
Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie: